Siema żule.
Nie wiem, czy ktoś to czyta i mam wrażenie że nie, wszak kto z własnej woli czytałby taki szmelc? No, może poza paroma zgubionymi duszami... Nieważne. Cały blog powstał dla mojej siostry (ona się lubuje w takich.. hehe), nie liczę więc na to, że ktoś to przeczyta i przypadnie mu to do gustu, mimo to gdyby ktoś się odezwał byłoby mi bardzo miło :)
Rozdział z okazji pierwszego weekendu Roku 2013! Każda okazja jest dobra do jednego głębszego. Inna sprawa, że jak się chce wychylić jednego głębszego to okazja zawsze się znajdzie...
Ok, już nie przynudzam, zapraszam do czytania i komentowania czy się podobało czy też nie :)
---
Podróżowaliśmy od trzech dni bez przerwy. Szczerze mówiąc, miałem ochotę zacząć narzekać na równi z Karin i Suigetsu. Było zimno, ciemno i mokro. Deszcz zacinał coraz mocniej w miarę jak zbliżaliśmy się do Wioski Mgły. Nienawidziłem tego miejsca z całego serca, bo jak już mówiłem cały rok jest tam zimno, ciemno i mokro. Krążyły jednak pogłoski, że spotkam tam najbardziej doświadczonych medyków, przemogłem więc niechęć do Wioski. Ale teraz naprawdę miałem ochotę ponarzekać. Zamiast pędzić przodem tarasując drogę przez otaczający nas las wolałbym powlec się na końcu, noga za nogą i pomarudzić na pogodę. Naszła mnie myśl, że bardzo rzadko robię to, na co mam ochotę. Trochę mnie to zirytowało, wszak nic mnie nie ograniczało. A jednak czułem, że reszta Taki weźmie to za słabość, wypalenie, kolejną okazję do kpin. Lub jeszcze gorzej - wezmą to za objaw choroby i zaczną się użalać nad biednym Sasuke.
Nie zniósłbym tego. Nie chcę współczucia. Nie potrzebuję litości.
Zirytowała mnie ta refleksja, więc najpierw zakląłem szpetnie, potem wrzasnąłem na resztę że ma się pośpieszyć, wreszcie ruszyłem do przodu zostawiając moich towarzyszy, mimo dużej wilgotności powietrza, w tumanach kurzu.
Do Wioski Mgły dotarliśmy późnym wieczorem. Szukałem jakiejś podrzędnej budy, gdzie moglibyśmy przenocować całkowicie anonimowi. Jak niedawno zauważyłem, wszystko jest kwestią pieniędzy. Znalazłem jakąś zabitą dechami ruderę i wynająłem 3 pokoje za śmieszną cenę. Strugi deszczu spływały mi po twarzy, ściekały z włosów, skapywały za kołnierz. Suigetsu był wniebowzięty, błogi uśmiech nie schodził mu z twarzy. Straszny ... człowiek? Juugo jak zwykle wszystko miał w nosie a Karin wyżymała wodę z włosów na podłogę. Właściciel patrzył na nas krzywo ale dołożyłem drugi, równie duży woreczek z monetami. Natychmiast zaświeciły mu się oczka i wielkopańskim gestem zaprosił nas do - jak to określił - sali jadalnej. O tej porze byłem szczerze zdziwiony ilością podpitych obdartusów różnej płci. Między nimi jak w ukropie uwijały się kelnerki. Zajęliśmy jakiś stolik pod oknem. Juugo wyglądał na zewnątrz, w między czasie liczył też spływające po szybie krople. Suigetsu śmiał się z rudej, bo mokre włosy przykleiły się do jej nad wyraz wysokiego czoła. Przypomniało mi to Sakurę i jej kompleksy. Nie wątpiłem, że gdyby była na miejscu Karin zachowywałaby się tak samo. Obraz małej, dwunastoletniej dziewczynki z krótkimi włosami jak żywy stanął mi przed oczami. Uniesiony falą wspomnień nie zauważyłem, że podeszła kelnerka odebrać nasze zamówienie. Spojrzałem na nią z roztargnieniem i głośno wizgnąłem powietrze.
Sakura.
Wysoka, smukła, ubrana jak wszystkie obsługujące dziewczyny w czarną sukienkę z mnóstwem falbanek i biały fartuszek. Na głowie niedbały kok, szczupłe nogi w kabaretkach. Chyba dostrzegłem nawet paznokcie muśnięte lakierem w kolorze lila... Do tego zielone pantofle na niskim słupku. Wyglądała... cóż, przy teraźniejszości, przeszłość bladła. Pachniała jak pralinka świeżo odwinięta za złotka* a różowe włosy miały jakby biały odcień pudrowej posypki. A może to tylko efekt sztucznego światła?
Patrzyłem na nią przez chwilę bez słowa. Sakura dotychczas wpatrzona w notes, podniosła wzrok. Spodziewałem się wszystkiego: pisków, uścisków, okrzyków radości a nawet wyzwisk. Tymczasem Haruno patrzyła na mnie w milczeniu. Przesunęła wzrokiem po twarzach moich towarzyszy i znów spojrzała na mnie.
- Cześć, Sasuke. A więc to są Twoi nowi znajomi. Co podać? - czy mi się zdawało, czy uśmiechnęła się krzywo?
- Witaj, Sakura. Widzę, że odnalazłaś swoje powołanie. Zawsze gorąco Ci dopingowałem - szczypta ironii na spotkanie po latach. Czy to nie zabawne?
- Praca w pubie to nie jest mój szczyt marzeń ale Ty zawsze byłeś ambitny, więc rozumiem że mi zazdrościsz. Co podać?
- No cóż, jak na to nie spojrzysz ja wciąż trzymam się profesji ninja - pomijając fakt, że znalazłem się w Księdze Bingo.
- Skąd myśl, że ja już nie?
- Jesteś tutaj. Może to jakaś misja?
- To praca dorywcza. Jestem zwolniona z misji, ponieważ się uczę.
- Jak obsługiwać klientów? Nie wiedziałem, że można tego NIE umieć.
Sakura zacisnęła usta. Czyżbym ją troszkę wyprowadził z równowagi?
Rozsmakowałem się w tej przewadze i byłbym doprowadził ją do wybuchu (to byłoby ciekawe) ale moja słodka Karin jak zwykle musiała wszystko zepsuć.
- Sasuke-kun, kto to? - zaświergotała słodko, przylegając do mojego ramienia i mrugając zalotnie.
- No właśnie, Sasuke-kun, kto to? - Sakura oparła się łokciami o blat.
- Sasuke - kun, kim jest ta Barbie? - Karin szarpnęła mną z taką mocą, że zobaczyłem wszystkie wioski.
- Sasuke - kun, to Twoja dziewczyna? - Sakura zatrzepotała rzęsami naśladując głos Karin. Suigetsu Juugo, do tej pory przysłuchujący się rozmowie, teraz nieudolnie tłumili chichot. Rzuciłem im lodowate spojrzenie.
- To nie jest moja dziewczyna! - warknąłem w stronę Haruno.
- Jak to nie? - zdziwiła się uprzejmie Ruda.
- Oh, zakochani! Przyniosę Wam zestaw dla dwojga! A co dla Was? - zwróciła się do Juugo i Suigetsu. Złapałem ją za ramię i odwróciłem w swoim kierunku wstając z miejsca.
- To nie jest moja dziewczyna - wycedziłem.
Złośliwy uśmieszek zniknął z jej twarzy.
- Nie kwestionuję tego. Nie za to mi płacą - wyrwała się i ruszyła w stronę baru. Po drodze szarpnęła jakąś brunetkę za ramię i pchnęła w naszym kierunku. Dziewczyna podleciała jak na skrzydłach i mdlejąc niemal z wrażenia spytała o zamówienie. Kątem oka dostrzegłem Haruno stojącą za barem i mieszającą drinki. Jeszcze jedna przydatna umiejętność?
Później spytałem właściciela tej budy, co robi tutaj Haruno. Nabrał wody w usta, tłumacząc że prosiła o dyskrecję ale język mu się rozwiązał na widok worka wypełnionego po brzegi monetami.
Uczy się tutaj od pół roku, pracuje jako obsługa za minimalną stawkę, w zamian dostaje pokój. Mało wymagająca, w sumie nie przeszkadza, robi co trzeba. "Mało wymagająca", jasne. Pewnie dostała spazmów, gdy jej powiedzieli, że ma dzielić pokój z resztą pracowników. Spytałem go jeszcze o medyków. Mocno przereklamowani, rzekł mi on. Umieją coraz mniej, coraz mniej mogą.
- Idź pan do Konohy - rzucił życzliwie właściciel w pierwszym ludzkim odruchu - Tam i Tsunade i te jej uczennice. Tu to bida, aż piszczy. Medyka to tu panie, pan nie znajdziesz dobrego. Mówisz: ząb boli a palucha utną. W Konoha to lepiej wygląda. Tam idź.
Tam akurat iść nie chciałem. Skinąłem mu głową i poszedłem do wynajętego pokoju. Chociaż właściciel wyglądał na zbyt głupiego by kłamać na temat tutejszych lekarzy, postanowiłem sam to sprawdzić.
Lepiej dla mnie, żeby nie potwierdziły się słowa tego brudasa, bo przecież nie uprowadzę szanownej Hokage. Wolałbym tego uniknąć. W nocy śniła mi się Sakura w czarnym fartuszku. Trzymała tasak w prawej dłoni i ścigała mnie mówiąc, że obejrzy moje oczy. Obudziłem się zlany potem. Sny w nowym miejscu należy zapamiętać, bo zwykle mają drugie dno. Wolę nie myśleć co mogło się kryć za tą wizją.
Rano właściciel nerwowo szeptał z kelnerkami i zezował na mnie niespokojnie. Złapałem go wzrokiem. Machając rękoma wybełkotał, że młoda Haruno zniknęła. Wyjaśnił, że obawia się reakcji Mistrza Sakury, gdy dowie się, że zaginęła bez wieści. Zawsze wiedziałem, że Haruno jest inteligentna, uspokoiłem więc brudasa, że może się nie obawiać. Chociaż nie wiem, czemu to zrobiłem. Chyba tylko po to, żeby wyciągnąć od niego, kim jest "Mistrz"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz